czy wirus ma sens?

Co jakiś czas czytam opinie, ze „teraz, po wirusie, nic nie będzie już takie samo, że to początek zmiany”. Może tak będzie. Jednak dla mnie ważniejsze jest, że nic już nie będzie takie samo i bez wirusa. Bo biegun stopniał, bo wycinamy Amazonię, bo lasy płoną. Nic NIE JEST już takie samo od dobrych kilku/kilkunastu lat. Spór, od ilu, zostawię historykom przyszłości. Mleko już się wylało, tylko z wielką wprawą nie dostrzegamy tego na co dzień.

„W latach dwudziestych XXI wieku ludzkość przeszła epidemię coronavirusa. Sytuacja w służbie zdrowia, problemy ekonomiczne wywołane epidemią dały naszym przodkom przedsmak przyszłości. Jednak z perspektywy lat rozczulają ówczesne lęki i brak szerszej perspektywy. Dziś, gdy milionom brak wody do picia, jedzenia i podstawowych zasobów, dobrobyt tamtych ludzi, ich frustracja związana z siedzeniem w ciepłym domu pełnym smakołyków wydaje się być snem wariata”. Tak być może napiszą o nas w przyszłości.

Od kilku lat mam sny o ginących gatunkach. Na przykład ten, o białym niedźwiedziu.

07.04.2018 Niedźwiedź umiera
Jestem opiekunką do dzieci w domu bardzo bogatych ludzi. Nikt na mnie nie zwraca uwagi. Na jedną ze ścian ktoś się z zewnątrz wspina. Górą przełazi do pokoju biały niedźwiedź. Polarny, ale wy-nędzniały, ubrudzony czarną ziemią, z obłędem w oczach, jak uchodźca z katastrofy. Jestem bardzo poruszona. Myślę najpierw, czy nie powinniśmy się wycofać, czy nas nie zaatakuje, to w końcu niedźwiedź polarny! Idę po wodę i jedzenie dla niedźwiedzia, wygląda na spragnionego. Po drodze spotykam ludzi, rozmawiam z nimi i widzę, że niedźwiedź przyszedł za mną. Boję się o niego, że go zabiją, uznają za niebezpiecznego, dlatego lepiej jakby na mnie poczekał. Ale jego chyba nikt nie widzi oprócz mnie. Poję go i karmię, a potem biorę na ręce. Brzuch do brzucha, serce do serca, niosę go jak dziecko. Jest zaskakująco lekki, skóra, kości i futro. Wchodzę do pokoju zabaw dzieci, tam jest na podłodze duży materac. Siadam/kładę się na nim i trzymam niedźwiedzia w ramionach. Nie wiem, czy to on czy ona. Głaszczę futro, płynie miłość, niedźwiedź się rozluźnia. Futro robi się miękkie, białe, piękne i puszyste. Ale nie wiem, czy będzie żył. Może właśnie umiera, myślę, może właśnie tyle mogę dla niego zrobić – dać miłość gdy stąd odchodzi.

Co zrobi Ziemia?
Przychodzą sny o morskich stworzeniach, latających i lądowych. O delfinach, które kryją się przed ludźmi. Polowaniach na słonie. O dzikach. Na jesieni miałam całą serię mocnych snów o sytuacji na ziemi, o losie zwierząt, o ginących gatunkach i tym, co może nas ludzi obudzić. Po jednym z takich snów, kiedy leżeliśmy rano w łóżku z moim ukochanym, gadaliśmy o tym i wtedy taka myśl: jak Ziemia, przyroda mogłaby poradzić sobie z gatunkiem zwierząt, który zatracił całkiem instynkt samozachowawczy? Który niszczy wszystko dla abstrakcyjnego zysku? gdybym była Ziemią, zdecydowałabym się chyba na jakiegoś wirusa…
Ziemia jest dla nas łaskawa, wirus raczej zatrzymuje nas w domu, sprawia, że ograniczymy zanieczyszczenia i zniszczenie. Mógłby być wszak o wiele bardziej śmiertelny. Ale ta perspektywa z jesieni bardzo teraz do mnie wróciła. Wróciła, bo przyśnił mi się sen o śmierci:

24 lutego, Śmierć w masce Krowy.
Widzę śmierć. Wiele śmierci. Kostuchy, stoją obok siebie i nad sobą, w rzędach, jak chór w amfiteatrze. Niektóre mają na sobie maski krów, krowich twarzy. Te w maskach rzucają w ludzi kostkami do gry. W kogo trafią, umiera?

Ten sen przyśnił się nim wirus dotarł oficjalnie do Polski, i kiedy zupełnie o nim nie myślałam. Pokazał mi dwie rzeczy. Pierwsza, że kto zachoruje to przypadek, „zrządzenie losu”’. Ale to, czemu choroba się pojawiła, już raczej przypadkiem nie jest. Śmierć w masce krowy. Krowa – zwierzę, które zjadają miliony ludzi, której mleko piją, której dzieci zabieramy i w hodowli przemysłowej trzymamy w małych klatkach. By ją hodować wycinamy amazońską dżunglę, zatruwamy ziemię, by wyprodukować paszę dla krów. Podpięta wymionami do aparatury, wymęczona krowa. W starożytnym Egipcie Bogini Matka, położna duszy, 7-postaciowa Hathor. Bogini Europa – też Krowa. Mlekodajna, życiodajna kosmiczna Wielka Matka, z której sutków płynie mleczna droga. Łagodna, cierpliwie znosząca. Do czasu.

Co na to Krowa?
We śnie, w którym tulę białego niedźwiedzia, płynie przeze mnie taka właśnie, krowia miłość. Może w śnie o śmierci też ta miłość się pojawia? Śmierć pokazuje nam krowią twarz? Wirus jest dość łagodny, choć zaraźliwy? A może to ostrzeżenie, desperackie wołanie? Reakcja? Jak w filmie Tamara i mężczyźni, gdzie łagodna jak krowa żona pisarza egoisty, w końcu wpada w szał wobec jego zdrad i braku szacunku? A łagodne krowy ruszają wystraszone i zdeptują na miazgę artystę, który w tym filmie symbolizuje nadęte ludzkie ego?
Niełatwa perspektywa, ale taką mam. Jak Wy to widzicie? Żeby było jasne, nie wierzę w żadne globalne kary i nagrody, bardziej chodzi mi o konsekwencje ludzkich działań.
I może dlatego najbardziej interesuje mnie, czy ten wirus skłoni nas do konkretnego działania, realnych zmian naszych nawyków i codziennych wyborów? Czy też, jak zwykle, skończy się na gadaniu?

Jednym z pytań, które moim warto sobie teraz zadać jest: jak obudzić w sobie empatię wobec zwierząt? Drugim: co nie jest mi potrzebne? Nie daje mi szczęścia, tak naprawdę wcale nie jest ważne? Z cze-go mogę zrezygnować, a co pomogłoby zachować Ziemię w dobrej formie? Jak widać więcej mam pytań niż odpowiedzi. Ale to dobrze, pytania przynoszą nowe perspektywy. A Wy, jakie pytania widzicie?

i jeszcze jedno: Być może, w szerszej perspektywie, wirus będzie miał taki sens, jaki mu zbiorowo nadamy?

Dodaj komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z naszej strony, zgadzasz się na ich użycie. Więcej informacji