W poszukiwaniu pięknego słowa.

Wagina, vulva, joni – jak mówić o kobiecym ciele?

To ważne, jak mówimy o naszym ciele. Kiedy brak nam słów trudno rozmawiać, trudno zaakceptować i polubić swoje ciało. Jak bowiem lubić kogoś, kto ma paskudne imię? Jak mówić o kimś, kogo nie wiemy, jak nazwać?

Obrazy Georgi O'Keeffe
Obrazy Georgi O’Keeffe

A tak się składa, że słowa, które oferuje nam język polski na określenie “kobiecości”, tak samo zresztą jak wiele języków europejskich, nie są specjalnie udane. Albo wulgarne (cipa, pizda) albo medyczne (kobiece narządy płciowe). Niektóre z określeń, przejętych niestety przez współczesną medycynę, wyraża stosunek naszych przodków i kultury do kobiecości. Najkoszmarniejszym z nich jest – moim skromnym zdaniem – słowo „srom”, oraz towarzyszące mu określenie „wargi sromowe”. Srom w języku polskim oznaczał wstyd oraz zgryzotę. Sromotna klęska to porażka całkowita, okrywająca hańbą. Zasromać się to zasmucić się, zmartwić. W innych kulturach i czasach kobiecość zwano „Różą”, a jej wargi „Płatkami”. My mamy dziś srom i wargi sromowe. (Czy ktokolwiek na świecie chciałby mieć srom i wargi sromowe? To jak mieć wstyd i wargi wstydowe).
Nawet w skądinąd ciekawych i ważnych książkach, które za cel stawiają sobie przywrócenie szacunku do kobiecej seksualności (jak na przykład w książce „Wagina” Kate Backinsdale) używa się słowa srom, co prowadzi do tragicznych i niezamierzenie humorystycznych fragmentów.
Z kolei słowo pochwa jest militarne, wyraźnie odnosi się do koncepcji kobiecości jako „pojemnika” na męski, twórczy pierwiastek, określa ją, jej rolę jako bierną. Pochwa, jak wiemy, jest na miecz. Łaciński odpowiednik tego słowa: wagina, choć brzmi ładniej od sromu, nadal jednak znaczy to samo: pochwa.
Inne wymyślane współcześnie słowa (głównie w książeczkach uświadamiających dla dzieci – trudno wszak opowiadać im o sromie i piździe) jak na przykład kuciapka są infantylne i w tym konkretnym przypadku, kojarzą się bardziej z kupą, niż pięknem i tajemniczym miejscem kobiecego ciała.

Czego nauczyć córeczkę?
Problem słów staje się palący, gdy pojawia się córeczka. Wiele kobiet chce dać swoim córkom dobry przekaz o kobiecości, ale zatrzymują je słowa. Jak dać dziecku dobry przekaz o kobiecości używając słów cipka („to są głupie cipki”) albo srom?
Jak wyjść z tego impasu? W gronie kobiet ze Stowarzyszenia Dakini, które współtworzyłam, zaczęłyśmy używać pochodzącego z sanskrytu słowa joni. Nieobciążone w Polsce żadnymi skojarzeniami, słowo to oznacza Świętą Przestrzeń i jest używane w tybetańskiej tantrze miłosnej. Po pewnym czasie stało się to naturalne jak oddychanie, że mam joni. Nie srom, nie cipkę, nie muszelkę a joni – świętą przestrzeń.
Oczywiście takie podejście do kobiecości – że jest święta to znaczy czysta, piękna a jednocześnie dzika i swawolna (i że to się w ogóle nie wyklucza, a wręcz przeciwnie – warunkuje i dopełnia) jest w Polsce rewolucyjne. Było wtedy, gdy zaczęłam słowa joni używać (a zatem koło roku 2001) ale jest też teraz. Na pewno jest coraz więcej środowisk, w których przyjęło się słowo joni, pojawił się ruch bodypositive, ale jednak nadal wiele Polek i Polaków nie ma słów na to, co „tam w dole”.
A dobre słowo wiele zmienia. Czułam to szczególnie, gdy córeczki moich znajomych i przyjaciółek, zaczęły używać słowa joni. Ich mamy nie musiały lawirować używając słowa pupka na określenie wszystkiego, co jest „gdzieś tam, na dole”. Małe dziewczynki (miały wtedy trzy, cztery lata) wiedziały, że mają joni i że to powód do radości. Było to dla nich najnaturalniejsze pod słońcem.
A ty jak mówisz na „kobiece” części swojego ciała? Może masz jakieś słowo/słowa, które kojarzą ci się dobrze i radośnie? Może chcesz się nimi podzielić?

Temat Joni będziemy eksplorować w najbliższą sobotę w Warszawie, na warsztacie Joni – drzwi do tajemnicy. Zostały jeszcze dwa wolne miejsca – może jedno z nich jest właśnie dla Ciebie?

Dodaj komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z naszej strony, zgadzasz się na ich użycie. Więcej informacji