Kim są przodkowie?

Tak się zdarzyło, że pod koniec października byłam chwilę w Warszawie i mogłam pójść na organizowane przez Aniję, Beatę Frankowską i Krąg Pieśni święto Przodków. To był niezwykły wieczór śpiewania, tańczenia, lania miodu dla przodków, opowiadania historii. Na spotkaniu powróciło do mnie znów mocno pytanie: kim są przodkowie? Czy w ogóle „są”?

Dom Przodków

Na pewno są w moich snach.
Zwykle ludziom śnią się pojedynczo – odwiedza ich we śnie ukochany dziadek albo babcia. A w moich snach przychodzą tłumnie. Zazwyczaj – na imprezę. Impreza ta nazywa się Wigilia. Może być to sen, w którym panuje wiosna, bardzo często jest to kalendarzowy czas Wielkanocy, ale i tak spotkanie nazywa się Wigilią.
W pierwszym śnie o Wigilii, za domem mojej babci, na świeżo zaoranej ziemi stał Dom Przodków. Schodzili się do niego, zjeżdżali z daleka i bliska. Wszędzie stoły uginały się od pysznego jedzenia, a przodkowie i przodkinie ucztowali, pili i zaśmiewali się – świetnie się bawili. Ta ich lekkość, nie branie siebie zbyt poważnie, wiedza o tym, co jest ważne, a czym naprawdę nie warto się przejmować.
Potem jeszcze kilka razy śniła mi się taka Wigilia – ostatnio Przodkowie byli niewidzialni. Znów nakryte stoły, a wszędzie na nich – jajka. Liczymy z mamą i bratem, ile tych jajek, mi wychodzi, że 70. Wchodzi mój wujek po schodach i niesie całe naręcza, kopy jaj i mówi: myśleliście, że na Wigilię jajek nie przyniosę? Wiadomo, że muszą być! I nagle słyszymy, że Oni już są – już ucztują – chociaż dla nas niewidzialni…
Czym jest ten Dom Przodków? Czy nasi przodkowie czuwają nad/pod nami gdzieś tam, w zaświatach i pojawiają się w naszych snach? Czy może poszli dalej, w inne światy i życia, a nam śni się energia naszej rodziny, jej mądrość i miłość, ubrane w ich ciała i głosy? Jak to naprawdę jest?

Uzdrawianie rodzinnych wzorów

Przyznam szczerze, nie przepadam za słowem ród, używanym ostatnio przez ludzi, którzy chcą uzdrowić swoje rodzinne korzenie. Kojarzy mi się  podniośle i jakoś tak hierarchicznie. Mi wystarczy rodzina. Po hawajsku ohana. Nie zatrzymując się jednak na nazwach, doceniam bardzo proces uzdrawiania rodzinnych historii. W snach, zarówno moich, jak i ludzi z którymi mam zaszczyt pracować, pojawiają się przodkowie i ich historie do uzdrowienia.
To uzdrawianie bardzo precyzyjnie opisała Anija w jednym ze swoich snów. Mianowicie śniło jej się, że idzie drogą i znajduje karabin zostawiony przez nieżyjącego już ojca. Mój dziadek brał udział w drugiej wojnie światowej – nie miał w tej kwestii wyboru. „Przodkowie nie stoją za naszymi plecami. – pisze Anija – Idziemy drogą życia, którą oni wcześniej wędrowali. Podnosimy to, co zostawili. Czasem to dary. A czasem stara broń, o którą można się potknąć”. Tę broń trzeba podnieść i pochować. Czasem został po przodkiniach zabrany głos, trzeba go odzyskać. Jak w historii opowiedzianej przez jedną kobietę na święcie Przodków. Czasem to jest jakiś lęk, przekonanie, jakieś wiem. Wiem, że to właśnie znaczy być kobietą. Wiem, że tak jest w relacjach. Wiem, że świat nie jest bezpiecznym miejscem. Kiedy podniesiemy i przyjmiemy to, co zostało, wtedy to, co chore umiera, a to, co było darem, zdrowym korzeniem – zostaje.

Medytacja z przodkami

Bywają jednak historie, które trudno się podnosi. Historie, które kopią nam na drodze życia głębokie rowy. Których nikt nie chce pamiętać. Miałam kiedyś sen o tym, że sadzam w medytacji rodzinę mojego ojca. Proszę ich – przypomnijmy sobie. Ale oni nie chcą pamiętać. W końcu, zdesperowana, mówię: to chociaż medytujmy nad tym, czemu tak bardzo nie chcemy pamiętać. Ten sen okazał się być bramą do dość strasznej historii rodzinnej zbrodni z przeszłości, a praca z tą historią bardzo dla mnie uwalniająca. Nie poznałabym jej, gdyby nie ten sen, który skłonił mnie do zadawania pytań.
Śniłam też przodków, którzy chcieli usiąść w medytacji. To sen sprzed lat, z trudnego czasu w moim życiu, kiedy czułam się dość samotna. W tym śnie mnie i mojego psa Fiję atakuje stado dzikich strusi. Zostajemy podziobane i dochodzimy do siebie w domku na drzewie, owinięte bandażami z pajęczych nici. I kiedy już mogę otworzyć oczy widzę przez ścianę, że na galerii, która otacza domek siedzą w medytacji przodkowie. Nieporuszeni, zatopieni w głębokiej ciszy, medytują dla mnie. Wspierają. Kiedy wychodzę z tego domu mówią: pamiętaj, zwykle nie możesz nas zobaczyć, ale cały czas siedzimy tu dla Ciebie. Cały czas Cię wspieramy.

Duchowa rodzina.

Co jednak, kiedy z rodziną krwi nam nie po drodze? Co, jeśli nie mamy z nimi silnych więzi? Wtedy czasem pojawia się w naszych snach i naszym życiu duchowa rodzina. Ludzie, z którymi łączy nas więź wspólnych wartości, przekonań, duchowe pokrewieństwo. Dla mnie to są na pewno rdzenni mieszkańcy Hawajów. Kiedy byłam na Hawajach czułam się, jakbym powróciła do domu. Taniec na wulkanie, połączenie ognia i wody, ocean, który widać z każdego miejsca na wyspie. Dziki, zielony, intensywny las. Po powrocie z Hawajów miałam sen. Śnili mi się przodkowie z dziewiętnastego wieku. Przodek – badacz, ze szkiełkiem w oku i jego żona. Płyną na Hawaje, i tam ona zrzuca gorsety, zaczyna tańczyć, odkrywa w sobie szamankę ognia. On trochę jest tym przerażony: kim jesteś, żono? mówi. W tym śnie dostaję od niej prezent. Dar od pra pra babki. Jej spódnicę do hula. Jej ogień. List, który zostawiła specjalnie dla mnie.
A Ty, z kim jesteś spokrewniona/y? Kto jest Twoją duchową rodziną? Jakie dary ma dla Ciebie?

Dodaj komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z naszej strony, zgadzasz się na ich użycie. Więcej informacji